Na biurku Oli



Od świąt minęło zaledwie kilka dnia, a już mogę powiedzieć, że znowu przesadziłam z jedzeniem! Nie mniej wybaczam sobie, wszak niecodziennie ma się okazję popróbować tylu pyszności! Tym oto sposobem trafiłam na Rynek Smaków-zjazd food trucków, pierwszy zorganizowany niedaleko mnie, w Cieszynie. I choć pogoda bardziej niż na spacer zachęcała schowania się pod kołdrą- grzechem byłoby tutaj nie przyczłapać ;) Czasem jednak warto wychylić nosa znad koca.


Na Cieszyńskim rynku powitało nas niespełna dwadzieścia różnych trucków. Rozpoczęliśmy standardowo- ja w poszukiwaniu czegoś bezmięsnego, mąż w poszukiwaniu czegoś "konkretnego".


 Zaczęliśmy od skromnych porcji belgijskich frytek, różnych burgerów, pizzy na słodyczach kończąc. Moja dieto! Szczere kondolencje!



Królowały, rzecz jasna, wszelkiej maści burgery i dania mięsne. Zaprawieni smakosze na pewno znaleźli coś dla siebie, a w najpopularniejszych miejscach, na burgery trzeba było zaczekać spokojnie ponad dwadzieścia minut. Ostatecznie warto było uzbroić się w cierpliwość, żaden z zamówionych burgerów nas nie zawiódł. Dla mnie natomiast wybawieniem okazały się tosty. A bo to małe takie, zgrabne, w sam raz do zjedzenia na szybko...a tu ledwo dojadłam do końca. Małe, niepozorne tosty okazały się być bardzo sycące, a to zaledwie początek naszego smakowania!


 Wybrałam wersję nr 5- kto by przypuszczał, że tosty tak świetnie smakują z brokułami i orzechami? Mniam! Niebo w gębie! koniecznie odwiedźcie TOSTMANIA!


Muszę dodać, że oczywiście nie tylko mięsożercy byli w niebie. Wszyscy smakosze czekolady i owoców również znaleźli coś dla siebie, cudności z Fragoli rozchodziły się jak na pniu, nie wspominając o gofrach... ale gofry zostawimy na sam koniec, bo jest o czym pisać!


Zamówiliśmy burgery z dwóch różnych miejsc- mocarza z Hambshopu i becon&cheese z Grill&BBQ. Zarówno w jedno jak i drugie miejsce warto zerknąć, oba burgery były pyszne, na pewno nie pożałujecie!
 

 Propozycja z Grill&BBQ:


 I mocarz z Hambshop:



Mocarz to wersja z dużą ilością mięsa- jakieś 400g do zjedzenia. U innych widziałam nawet pól kilogramowe porcje. Koniecznie trzeba zabrać ze sobą drugi żołądek!


 Całość warto popić pysznym regionalnym piwem czy specjałami z Joh'Lemon.


Drogę do samochodu umilał nam pyszny churros- tradycyjny hiszpański przysmak z Churros&More. Mój oblany był nutellą- muszę mówić jaki był pyszny?


 Jednym z największych dzisiejszych niespodzianek okazała się być włoska pizza! Bo o ile dobrych burgerów i frytek się spodziewaliśmy, tak z innymi food truckami różnie to bywa. Pyszne ciasto z najprawdziwszego pieca, minimum dodatków, maksimum smaków! Po prostu przesmaczne! Jeśli nie dacie rady zjeść na miejscu, koniecznie weźcie jedną na wynos.


Jeszcze większą niespodzianką okazały się być gofry. Dziewczyny z Gofreak robią to po mistrzowsku! Polecam przełamać standardy i spróbować gofrów w wersji na słono. Tradycjonalistom polecam te z bitą śmietaną i kawałkami oreo.

Znajomy dał się namówić na kajmak z solą himalajską, plastrami banana i orzechami. Podobno pyszne- nie chciał dać spróbować ;) Poniżej moja wersja z oreo- idealne na zakończenie tej wyprawy.


Jeśli mielibyście ochotę wypróbować coś z powyższych propozycji, macie okazję zrobić to do końca weekendu. Footrucki czekają na Cieszyńskim rynku do 3 kwietnia. Pogoda na sobotę i niedzielę zapowiada się idealnie, więc to idealne propozycja na ciepłe popołudnie. Po wszystkim zawsze można spalić kilka kalorii na zamkowym wzgórzu. Zapraszam!

P.S.: Jeśli do Cieszyna wam daleko,8 kwietnia food tracki zjadą  do Katowic, tam też warto przyjechać ;)


Share
Tweet
Pin
Share
1 komentarzy

 ... mają kanapki.


Kiedy jesteś w Cieszynie, nie jedz fast-foodów. W tym miejscu królują kanapeczki. Pamiętają je tutaj wszystkie babcie, pamiętają studenci, a teraz może spróbować ich każdy. Kubkom smakowym podróż w kosmos nie grozi, ale kiedy dręczy cię mały głód, grzechem jest wybrać się na kebaba. Wszędzie, ale nie tutaj!


Tutaj kanapeczki atakują cię z każdego rogu. Znajdziesz je bez problemu. Większą sztuką jest załapać się na taką godzinę, kiedy jeszcze je znajdziesz w środku.

Cóż...lokale może i nie kuszą zbytnio wyglądem....



Nie zachwycają wnętrzem....

 


Ale tutejsze kanapeczki to po prostu tradycja. Tego się nie rozumie, to się je.



Najpopularniejsze to te ze śledziem, sałatką, itp.  Poniżej kanapeczki Lubego. Ze śledziem. On je, ja podziwiam :)


 Kultowe kanapeczki nie zachwycają wyglądem, krzesełka nie zachęcają do dłuższego odpoczynku, a całość wygląda jak zwykły sklep rybny. Mimo wszystko kanapeczki istnieją do dzisiaj, otwiera się coraz więcej nowych punktów.

 

A jeśli ci nie dość śledziowych atrakcji, możesz zrobić zapasy do domu:


 Być w Cieszynie i nie spróbować kanapeczki to tak samo jak nie spróbować kremówki w Wadowicach.


Po 5 minutach po kanapeczkach nie ma śladu.
- To co, idziemy dalej?
- Idziemy.
- To dawaj buziaka.
- Ze śledziami się nie całuję.


A wy dalibyście się skusić? :)
Ciao! 



Share
Tweet
Pin
Share
1 komentarzy
Older Posts

Follow Us

  • Twitter
  • Instagram
  • facebook

Facebook

Na biurku Oli

recent posts

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Łączna liczba wyświetleń

O MNIE

  • WSPÓŁPRACA
  • O mnie
  • KONTAKT

Created with by ThemeXpose