ZWIEDZANIE PARYŻA CZ.I

by - 18:25:00



Z Paryża wróciliśmy kilkanaście dni temu, w końcu przyszedł czas, by podzielić się z wami moimi wrażeniami. We Francji miałam okazję być po raz pierwszy i bardzo zastanawiałam się, czy mój ukochany Londyn ustąpi miejsca romantycznemu Paryżowi.

Na zwiedzanie samego Paryża mieliśmy tak naprawdę cały jeden dzień i choć to bardzo mało by poznać i zobaczyć wszystko, śmiało mogę przyznać, że udało się nam zobaczyć najważniejsze dla mnie miejsca. Oczywiście nie mówię tutaj o oglądaniu wszystkiego dokładnie i na spokojnie (na sam Luwr musiałabym mieć co najmniej jeden dzień), ale mimo całego gonienia się, znalazł się też czas na słodkie siedzenie i "nicnierobienie".

Miejsc do zobaczenia jest całe mnóstwo i z pewnością każdy wybrałby inną trasę, ale jeśli tak jak ja zamierzacie wybrać się do Paryża po raz pierwszy, być może ta kolejność okaże się dla Was idealna.


Oczywiście dużo zależy też od samego miejsca, w którym się zatrzymacie. My swoją trasę rozpoczęliśmy od katedry Notre Dame. Głównie poruszaliśmy się metrem i jeśli tak jak my macie jeden dzień- odradzam wszelkie inne środki lokomocji. Sami też staraliśmy się dużo chodzić, bo nie chcieliśmy zwiedzać Paryża tylko z perspektywy metra, ale nie da się ukryć, że to co na mapie wydaje się nam "prawie blisko" i "całkiem daleko", w cale takie bliskie nie jest.


Na naszej trasie nie pojawi się też Łuk Triumfalny, bo ten jesteście w stanie zobaczyć po przyjeździe z lotniska- większość busów i autobusów z lotnisk zatrzymuje się jakieś 500 metrów od Łuku, więc tak jak my, możecie podejść zobaczyć go od razu :) Jeśli natomiast chcecie go wpisać w jednodniową wycieczkę to jak najbardziej się da, a o tym w którym momencie najlepiej to zrobić napiszę w dalszej części postu :)


Katedra, którą znałam oczywiście z bajki Disney'a, na żywo rzeczywiście robi spore wrażenie. Byliśmy tu jakąś chwilę po 9.00, więc sporo osób kręciło się wokół, ale do samej katedry udało się nam wejść dosłownie po 5 minutach stania w kolejce. Oczywiście na wejściu musieliśmy przejść kontrolę bezpieczeństwa, ale jak się później okazało, kontrolowano nas nawet przy wejściu do każdego większego marketu, więc śmiem twierdzić, że taki obraz niestety na stałe wpisze się w krajobraz Paryża.


Z racji tego, że Katedra była pierwszym punktem na naszej mapie, pełni sił postanowiliśmy do następnego punktu dotrzeć pieszo. Trochę nam to wprawdzie zajęło, ale sprzyjająca pogoda i piękne widoki szybko nam to wynagrodziły.



Z tymi kłódkami to jest tak, że widzę je w każdym większym mieście, ale nigdzie z mężem nie wpadliśmy na pomysł, żeby zawiesić swoją.  To oznacza tylko tyle, że trzeba w te miejsca jeszcze raz wrócić. Ja jestem za ;)







Sam spacer zajął nam jakieś pół godziny. Dotarliśmy do Luwru, gdzie obiecałam swojemu mężowi, że dam mu chwilę odpocząć. Dzień wcześniej wróciliśmy z Disneylandu, więc i mnie zmęczenie dawało się we znaki, ale trzeba to przyznać i głośno powiedzieć: sorry faceci, wy to jednak wszyscy cienkie Bolki jesteście. Amen.


Widzicie to ogrodzenie? Mąż mówi, że za jego czasów ani wieża Eiffla, ani Luwr nie były tak odgrodzone. Wprawdzie nie utrudnia to życia jakoś bardzo, ale z drugiej strony dość smutne jest to, w jakiej rzeczywistości przystało teraz Francuzom żyć.




Po chwili odpoczynku przy słynnych piramidach, postanowiliśmy kierować się powoli w stronę historycznej dzielnicy Paryża- Montmartee. Żeby tam dotrzeć, postanowiliśmy wsiąść w metro i po drodze odhaczyć jeszcze dwa inne punkty programu.


Pierwszym z tych punktów była Opera. Widzieliśmy ją wprawdzie tylko z zewnątrz, ale jeśli tylko macie na to więcej czasu, zachęcam was do tego by zobaczyć ją od środka- to tam moim zdaniem robi największe wrażenie.




Taa..... srają wszędzie, nie tylko w  Krakowie ;)



Drugi punkt to plac Pigalle i słynny Moulin Rouge- który, umówmy się na żywo nie robi jakiegoś szczególnego wrażenia. Sama dzielnica najwięcej zyskuje pewnie po zmroku, a do Czerwonego Młynu po prostu trzeba wykupić bilet i zobaczyć występ na żywo. Po tym wszystkim można usiąść w któreś z pobliskiej kawiarni i napić się lampki wina. Za dnia można ten punkt po prostu tylko "odhaczyć" na mapie :)



Zbliżaliśmy się do pory obiadowej, a że w okolicy znajdowało się miejsce, gdzie planowaliśmy zjeść, postanowiliśmy zrobić sobie przerwę na obiad. Miejsc godnych polecenia jest oczywiście sporo, ale jeśli planujecie typowo "budżetowy" wyjazd to warto wiedzieć, w których miejscach nie zapłacimy majątku, ale o tym już w osobnym poście.




Naszą dalszą podróż kontynuowaliśmy pieszo. Niestety, nie jest łatwo, bo Montmartee znajduje się na wzgórzu, ale chodzenie po ciasnych uliczkach Paryża ma swoje plusy. Raz, że w takich miejscach ma okazję zobaczyć się miasto bez miliona turystów, a dwa- można natknąć się na ciekawe miejsca czy rzeczy- nas kompletnie zauroczyły tutejsze formy graffiti (czy to tak można nazwać?), po raz pierwszy zupełnie mi nie przeszkadzały, a nawet dodawały uroku. W końcu zbliżaliśmy się do miejsca znanego z tutejszych artystów.





Takim miejscem niewątpliwie jest Place du Tetre- wypełniony licznymi artystami, otoczony mnóstwem kafejek i knajpek, w których zmęczeni Francuzi i turyści zajadali się miejscowymi specjałami. W tej okolicy mieszkało niegdyś sporo znanych malarzy, m.in. Pablo Picasso.





Stamtąd dotarliśmy na samą górę, gdzie zza budynków powoli wysuwał się widok naszego kolejnego przystanku....  ale o tym już w kolejnym poście :)



You May Also Like

2 komentarzy

  1. Haha, jeden dzień...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojjjjjjj, ile bym dała, żeby jechać!!! Paryż od dawna jest na mojej liście marzeń!

    OdpowiedzUsuń



Spodobał Ci się blog? Dodaj go do swoich ulubionych i odwiedź nasz fanpage na Facebooku :)