ZWIEDZANIE PARYŻA CZ.II

21:22:00


Czas na dalszą część wycieczki. Za nami połowa dnia, jeśli jeszcze nie mieliście okazji zajrzeć, zapraszam tutaj.



Tymczasem jesteśmy na szczycie Montmarte, przy słynnej bazylice Najświętszego Serca. Podobno, bazylika powstała w wyniku obietnicy złożonej przez dwóch żyjących tu niegdyś przemysłowców- przyrzekli sobie, że jeśli po wojnie zastaną Paryż takim jakim był, to wybudują bazylikę ku czci Serca Jezusowego. Jak powiedzieli, tak też zrobili.


Trzeba przyznać, że zrobili to z dość sporym rozmachem, a widok jaki rozpościera się z tego miejsca zapiera dech w piersiach. Nic więc dziwnego, że większość turystów przysiada tu na moment i podziwia panoramę Paryża.



To był nasz ostatni punkt w tym rejonie. Po chwili odpoczynku udaliśmy się na metro, którym dotarliśmy w miejsce zupełnie odmienne od tego, co dotychczas widzieliśmy.

La Defense to nowoczesne centrum biznesu, główna siedziba koncernów zagranicznych, a dla jeszcze innych- dzielnica samobójców. Wysokie do nieba budynki, nowoczesne, nieco futurystyczne kształty, ekskluzywne apartamentowce, centra handlowe... na mnie zrobiło ogromne wrażenie.



La Grande Arche to nowoczesna wersja łuku tryumfalnego, który jest przedłużeniem Paryskiej Osi Historycznej, w którym mieszczą się państwowe instytucje, galerie i biura. Jest ogromny! Bardzo chciałam pokazać to na zdjęciach, ale chyba się nie da :) Musicie zobaczyć koniecznie na żywo!



Pytałam szefowej, czy nie zechciałaby przenieść tutaj naszego biura... byłam chyba mało przekonywująca :)




Wizyta w tej dzielnicy to dobra okazja, żeby przejechać się żółtą linią metra (nr1), która jest w pełni zautomatyzowana. Niby nic, ale patrzenie na to z jaką dokładnością wagony podjeżdżają w konkretne miejsca bez pomocy motorniczego, albo podziwianie tuneli metra na samym przodzie na mnie robiło spore wrażenie. W Paryżu istnieją dwie takie linie.



Kilka ostatnich zdjęć....


... i wracamy w stronę bardziej "tradycyjnego Paryża". My udaliśmy się prosto pod wieżę Eiffla, ale powrót z tej dzielnicy to świetna okazja do tego, by zatrzymać się trochę wcześniej i zobaczyć Łuk Tryumfalny, a następnie udać się na Trodacero- z którego rozpościera się najpiękniejszy widok na wieżę- to tutaj wykonuje się najwięcej zdjęć ślubnych czy sesji do modowych magazynów. My z racji tego, że widzieliśmy je wcześniej, ominęliśmy je i udaliśmy się prosto do kolejki pod wieżą Eiffla.


Wspominałam o barierkach? Tak, pod wieżą też jest ich sporo. Maż twierdzi, że kiedyś też ich tutaj nie było. W każdym bądź razie, żeby dostać się pod samą wieżę, trzeba przejść podstawową kontrolę bezpieczeństwa, jeśli macie zamiar wyjechać czy wejść na wieżę to musicie zaliczyć drugą, bardziej podobną do tej znanych nam z lotnisk.


Sama wieża z daleka nie robi takiego wrażenia jak myślałam, Zdecydowanie trzeba do niej podejść, stanąć pod nią i dopiero kiedy zobaczymy ten ogrom żelaza, zdajemy sobie sprawę jak ogromna jest ta "żelazna dama". Zbudowana specjalnie na światową wystawę, niegdyś nielubiana i krytykowana, dziś symbol Paryża. Nie można tu być i nie wyjechać na sam szczyt. Zobaczcie sami!






Na wieży mieszczą się trzy poziomy zwiedzania- na dwa pierwsze można dostać się schodami lub windą, na najwyższy możemy wjechać tylko windą. Na szczycie spędziliśmy dość sporo czasu, w dodatku załapaliśmy się na piękny zachód słońca. Była pewna, że wieżę "zaliczymy" równie szybko co inne miejsca, ale zaczarowała nas na tyle, że spędziliśmy na niej mnóstwo czasu. Stanie w kolejce zajęło nam jakieś 30 minut, ale w sezonie warto zaopatrzyć się w bilety kupione online, ale uwaga- zamówić je można na min, miesiąc przed wizytą i bardzo szybką się wyprzedają-nie ma co zwlekać!




Wieczorami wieża jest pięknie podświetlona, a o pełnych godzinach mamy okazję zobaczyć niezwykłą, świetlną iluminację. Wieża była zwieńczeniem naszej całodniowej wycieczki, zaopatrzeni w francuskie bagietki i wino, rozsiedliśmy się na jednej z ławek i podziwialiśmy widok. Prawda, że pięknie?


Spod wieży spacerkiem udaliśmy się jeszcze w stronę Trocadero, gdzie załapałam się jeszcze na francuskie crepes z nutellą- chyba nie muszę dodawać, że niczego więcej do szczęścia mi nie trzeba? Siedzieliśmy tu do późnego wieczora- raz, że nie chcieliśmy się stąd ruszać, bo na następny dzień czekała nas droga powrotna, dwa- nasze nogi odmawiały posłuszeństwa. Wykończeni wróciliśmy do hotelu, a nazajutrz wieżę zobaczyliśmy już tylko z metra. Koniecznie musimy tu kiedyś wrócić. Wiecie jak to jest- kiedy jest się gdzieś po raz pierwszy, chce się zobaczyć i zabrać z danego miejsca jak najwięcej. Tak samo miałam ze swoim ukochanym Londynem.  Dlatego kolejnym razem wrócimy tu z zamiarem zgubienia się w wąskich uliczkach, bez z góry narzuconego planu, by odkryć te miasto zupełnie na nowo. Do szybkiego zobaczenia!



Jeśli martwicie się, że to koniec naszej francuskiej przygody to na pocieszenie dodam, że wkrótce zabieram was do Disneylandu! Nie przegapcie :)

You Might Also Like

1 komentarzy



Spodobał Ci się blog? Dodaj go do swoich ulubionych i odwiedź nasz fanpage na Facebooku :)

Popular Posts

Like us on Facebook

Flickr Images