Na biurku Oli


Kilka miesięcy przygotowań, planowania, rozmyślania.... i w końcu naszedł oczekiwany dzień :) Zapraszam was dzisiaj na krótki skrót z tego dnia. Wszystkim oczekującym na ślub szczerze zazdroszczę- z chęcią zrobiłabym to jeszcze raz! Pozostaje mi jednak powrót do wspomnień i mam nadzieję, że udało mi się zapamiętać jak najwięcej :)

Reportaż wykonali niezawodny Jakub i Kasia Popiel czyli Malachite Meadow. Napisać, że miałam szczęście do dobrych wykonawców to trochę za mało. Po prostu wiedziałam, że jestem zakochana w ich zdjęciach i się nie zawiodłam. Nie bez powodu umieściłam ich w swojej subiektywnej liście najlepszych fotografów ślubnych w Polsce, jeśli chcecie poznać resztę, zapraszam tutaj. 

Trochę więcej o dekoracjach i wszystkich innych około ślubnych tematach napiszę w kilku osobnych postach, a dziś chciałabym choć trochę przybliżyć wam obraz tego dnia :)


Zaczęło się dość niestandardowo, bo w czwartek, ale nie mieliśmy z tego powodu żadnych problemów. Tak naprawdę wstając rano nie miał dla mnie znaczenia  ani dzień tygodnia, ani pogoda za oknem. Nie miałam czasu o tym pomyśleć!


Ślubne obuwie to tak naprawdę klasyczne, pudrowe szpilki do których dorobiłam specjalne klipsy. Po ślubie po prostu zdjęłam ozdoby i buty służą mi do chodzenia na co dzień.



 Jedyną biżuterią na którą zdecydowałam się w tym dniu były duże, klasyczne kolczyki i grzebyk wpięty we włosach. Kupiłam dwa, a w dniu ślubu ostatecznie wybrałam ten większy, bo zdecydowanie lepiej odznaczał się na włosach.


Nie mogło obyć się bez podwiązki! :) Ja postanowiłam jednak wybrać coś mniej tradycyjnego i zamiast niebieskiego koloru wybrałam elegancką, białą koronkę. Tym sposobem nie spełniłam jednej z trzech znanych zasad: poszłam do ślubu nie mając nic koloru niebieskiego! Nie wiem gdzie teraz można złożyć ewentualną reklamację :)


Moje przygotowania rozpoczęły się dość wcześnie, bo sam ślub miał się odbyć już o godz. 13.00. Poranny maraton rozpoczęłam spowiedzią, wizytą u fryzjera, a makijaż już w moim domu wykonała niezawodna Marzenka, znana na facebooku jako Urodomania.


Krój syrenki wymaga nienagannej figury, a że u mnie z nią dość kiepsko, cały czas ćwiczyłam wciąganie brzucha ;)





Równolegle odbywały się przygotowania u Pana Młodego, którym dzielnie towarzyszył Killer- wiecie ile to pracy obszczekać tylu gości?


Podobno ubieranie sukni potrafi zabrać niektórym Pannom Młodym sporo czasu, u mnie dzięki Bogu nie potrzebowaliśmy godziny na wkładanie sukni, co nie znaczy, że na przyjazd Pana Młodego byłam już gotowa :) Ostatnie poprawki, wpięcie welonu i sruuuu.... można schodzić na dół!


Świadkowa to nieoceniona pomoc Panny Młodej. Nie zliczę ile razy w ciągu tego dnia Magda poprawiała mi tren czy podtrzymywała welon. Każdemu życzę takiego dobrego i sprawnego duszka!


Po krótkim błogosławieństwie czas zbierać się powoli po małżeństwo. Kilka chwil dla fotografów, wymiana zdań, ostatni oddech i czas jechać czynić powinność.



W drogę do kościoła wybraliśmy się pięknym Mustangiem, który nie dość, że dobrze wyglądał sam w sobie, to w dodatku idealnie wpisywał się swoim kolorem w nasz dzień!





O oprawę mszy zadbała nasza niezastąpiona organistka (obyło się bez wyjących dziadków ;) i skrzypek. Wierzcie mi, że do dziś wzruszam się na dźwięk Arii na strunie G, ale podczas ślubu nie pamiętam ani jednego utworu!


Oprócz świadkowej towarzyszyły mi jeszcze dwie druhny i cieszę się,że wszystkie zgodziły się być w tym dniu tak blisko mnie. Miały za zadanie pomóc mi w ucieczce, gdybym jednak zdecydowała się jeszcze rozmyślić ;)


Sama msza przebiegała dość sprawnie... i wierzcie mi, że tylko tyle pamiętam :) Z jednej strony uważnie słuchałam słów księdza, z drugiej myślami byłam na jakiejś trzeciej orbicie, a chwila łapania kontaktu z rzeczywistością mogła skończyć się  totalnym rozklejeniem, więc pozostałam w tym stanie już do końca mszy.



Jakieś pomyłki przy przysiędze? Ależ oczywiście! I O ile do ostatnich chwil bukmacherzy obstawialiby, że pomyli się Arek, tak przyszło mi nadrobić i za siebie i za niego, o mało się nie udławiłam!


Po mszy odetchnęliśmy z ulgą, w końcu teraz ma być już tylko lepiej! Przyjęliśmy morze życzeń (oby spełniła się chociaż połowa!) po których udaliśmy się do naszego lokalu.





Oprócz tradycyjnego powitania  chlebem i solą, na gości czekały miętowe i różowe balony, które wypuściliśmy w niebo.


 Ostatecznie stres ślubny opuścił nas po wykonaniu pierwszego tańca. Nie zdecydowaliśmy się na żaden kurs, ułożyliśmy kilka prostych kroków, ale że dla Arka to były prawdopodobnie najcięższe 3 minuty w życiu, baliśmy się ostatecznego efektu. Chyba nie było najgorzej, bo podeptaliśmy siebie tylko z jakieś dwa razy :)



Na nasze ślubne kolory wybraliśmy pudrowy róż i miętę. W takich kolorach wybraliśmy również i tort, który w naszych rejonach podaje się zaraz po obiedzie, jako dodatek do ciast i kawy. Oprócz tego mięta i róż przewijały się w kilku innych dekoracjach na sali czy w ogrodzie.




Oprócz tradycyjnych potraw zaserwowaliśmy również dania z grilla, który odbywał się na zewnątrz. Od zawsze podobały mi się kolacje, w czasie których można było usiąść na spokojnie w ogrodzie i odsapnąć nieco od zabawy. Dodatkowo na czas grilla zza chmur wyszło piękne słońce! Czego chcieć więcej? Skorzystaliśmy z okazji i udało się nam wykonać jeszcze kilka pięknych, pełnych słońca zdjęć.



Oczywiście nie obyło się bez tradycyjnych form spędzania weselnego czasu, choć sposoby te nie zawsze odbywały się w tradycyjny sposób :)
 

Niewątpliwą ozdobą tego dnia były wszystkie dzieci. Z nimi nie mieliśmy okazji się nudzić i wszystkie dzielnie (lub też mniej ;) trzymały się do późnych godzin wieczornych.



Nie wiem czy tańczyłam mało czy dużo, jedno jest pewne: chodzić nie umiałam jeszcze przez dwa kolejne dni!



Dla nas to był bardzo wyjątkowy czas. Mimo, że momentami działałam na "autopilocie" nie da się ukryć, że to jedne z najmilszych wspomnień, do których będę kiedyś wracać. Pewnie nie wszystko było idealne, ale w tym dniu nie sensu zawracać sobie głowy głupotami!


Cieszę się zarówno na zdjęcia jak i na film z wesela- w końcu będę miała okazję zobaczyć, jak to tak naprawdę wszystko wyszło! Trochę mi żal, że to wszystko już za nami, ale pozostaje mi cieszyć się wspomnieniami, podobno teraz w małżeństwie to jedyne, co mi pozostanie! A od jutra czeka mnie znowu sprzątanie, pranie, prasowanie....



Share
Tweet
Pin
Share
10 komentarzy

Zarówno od was jak i swoich znajomych dostaję mnóstwo pytań dotyczących samego dnia ślubu. Przedstawiam wam zatem zestaw odpowiedzi na te zadawane najczęściej. Jeśli chcecie zapytać o coś jeszcze, śmiało piszcie o tym w komentarzach ;)


www.bidsbypros.com

1. Czy był stres?

Nie należę do osób, które bałyby się publicznych wystąpień czy grania pierwszych skrzypiec, nie przeżywałam więc typowo ślubnego stresu i wiele rzeczy załatwiałam "automatycznie". Przyszły jednak dwa takie momenty, które wybiły mnie z rytmu: pierwsza-gdy okazało się, że wybrane przez nas auto może nie dojechać i druga sytuacja tuż przed przysięgą, gdy uświadomiłam sobie,jak ważny czeka nas moment. Gdy nadszedł mój moment, z równowagi wytrącił mnie ksiądz, który zaczął dyktować mi słowa przysięgi (chciałam ją mówić sama) i to tak mnie zestresowało, że skupiłam się już tylko na tym i w efekcie zamiast "...i Ducha Świętego"palnęłam "Syna Świętego". Więcej stresów nie pamiętam :)

2. Czy miałaś suknię na przebranie? Jak korzystałaś z toalety w "rybce"?

Nie miałam sukni na przebranie. Uważam, że na suknię wydałam wystarczająco dużo pieniędzy, by mieć już zaledwie trzy godziny na sobie. W sukni byłam do samego końca,mocny pas trzymał ją tam, gdzie być powinna, jedynie tren który przyszyłyśmy ze świadkową dawał mi się we znaki i ostatecznie trzymałam go w ręce. Co do korzystania z toalety... praktycznie nie miałam takiej potrzeby :) Nie wiem jak to zrobiłam, ale nie miałam po prostu czasu by nawet o tym pomyśleć. Na samym końcu, gdy taka potrzeba się pojawiła, świadkowa po prostu pomogła  mi suknię ściągnąć.

3. Czy coś byś zmieniła?

Oj, zmieniłabym sporo rzeczy, przede wszystkim dlatego, że bardzo szybko się czymś nudzę. Z chęcią zorganizowałabym sobie kolejny ślub i pewnie mocno odbiegałby od tego, który miałam. W czasie przygotowań starałam się trzymać początkowej koncepcji,  inaczej zmieniałabym wszystko średnio raz na trzy miesiące i pewnie dzień przed ślubem zmieniłabym swój lokal na stodołę ;)

4. Czy miałaś na weselu coś, z czym goście mogli spotkać się po raz pierwszy?

Być może było kilka takich elementów, część pewnie gdzieś się już powtórzyła. Kiedy zaczęłam planować wesele, wiele rzeczy było dla mnie nowych, ale w ciągu dwóch lat zdążyły już śmiało spowszednieć i część tych rzeczy spotkałam na innych weselach. Pewnie o kilku napiszę osobny post, ale mogę pokrótce wymienić, że mieliśmy candy bar, drink bar, księgę gości na odciski palców, koszyczki ratunkowe w łazienkach, własnoręcznie stworzoną fotobudkę czy zimne ognie na pożegnanie.

5. Czy decydowaliście się na sesję plenerową?

Przed weselem niczego nie rezerwowaliśmy, ale od zawsze podobały mi się zdjęcia pewnej pary ze Szczawnicy i po weselu spontanicznie umówiliśmy się na spotkanie :) W dniu ślubu nasi fotografowie zrobili nam mini sesję plenerową przy sali i tak na dobrą sprawę, wielu osobom taka forma zdecydowanie wystarczy.

6. Czy byłaś zadowolona ze wszystkich usługodawców?

Generalnie jestem zadowolona z wszystkich usługodawców. Oczywiście kilka kwestii wyszło inaczej niż sobie to wyobrażałam, ale naprawdę nie musiałam nikogo w niczym pilnować i byłam pewna, że zrobią wszystko najlepiej jak potrafią. Teraz z niecierpliwością czekam na efekty niektórych z nich :)

7. O której kładłaś się spać przed ślubem i czy potrafiłaś zasnąć? Byłaś zmęczona na weselu?

Sporo rzeczy przygotowywaliśmy sami, jak to u mnie bywa, wiele z nich kończyliśmy na ostatni moment. Do łóżka kładłam się spać gdzieś przed pierwszą, byłam tak padnięta, że spodziewałam się szybkiego snu, ostatecznie musiałam wstać i wziąć tabletkę. Pobudkę miałam o 6.00 rano :)

8. Czy miałaś ubrane do ślubu melliski i czy miałaś jakieś buty na przebranie?

Ostatecznie mellisek nie było, ze względu na ich wystające kokardy, które haczyły mi o suknię- bałam się, że je zniszczę. Kupiłam niskie szpilki w kolorze pudrowego różu, na przebranie miałam zabrać ze sobą swoje trampki, ale zostały przez przypadek w domu :)

9. Ile alkoholu kupowaliście i czy wystarczył?

Liczyliśmy 0,5l na jedną osobę, oprócz tego mieliśmy wspomniany drink bar, wina, piwa czy  swojską cytrynówkę. Drink bar cieszył się sporym zainteresowaniem, więc ostatecznie samej wódki poszło nieco mniej.

10. Czy dostaliście jakieś prezenty? Czy pisaliście wierszyk,że chcecie pieniądze zamiast prezentów i wino zamiast kwiatów?

Na samym weselu  dostaliśmy dwa prezenty. O jednym pisałam tutaj, drugi to prezent od delegacji z pracy. Nie jestem zwolenniczką narzucania komuś czegokolwiek, więc nie umieszczaliśmy ani jednego ani drugiego wierszyka. Oprócz tego w naszym rejonie tradycją jest obdarowywanie sąsiadów czy znajomych kołaczem weselnym i za ten kołacz dostaliśmy kilka prezentów: mamy kilka kompletów ręczników, jakiś zestaw sztućców czy lampki do wina.

11. Wiele dekoracji przygotowywałaś sama, czy teraz zrobiłabyś to raz jeszcze czy zleciła jakieś firmie?

Wiele rzeczy udało mi się zorganizować samej lub z pomocą moich przyjaciółek. Tym sposobem zrobiłyśmy rzeczy na salę czy do kościoła, z którym pomogła mi mama. Generalnie lubię przygotowywać tego typu rzeczy i w pewnym sensie była to dla mnie przyjemność,aczkolwiek jeśli ktoś tego nie czuje to lepiej powierzyć to odpowiedniej firmie, bo wbrew pozorom wszelkie "pierdółki" zabierają spoooooro czasu, którego przed ślubem przecież brakuje. Ja tam cieszę się na lipcowy ślub przyjaciółki, który będę mogła udekorować ;)

12. Czy chodziliście na kurs pierwszego tańca?

Nie, ale ułożyliśmy jakiś tam nasz taniec ;) Ćwiczyliśmy go jakieś 3 dni i wyszedł zupełnie inaczej niż na próbach, ale pan młody nie zgubił nóg i już to jest dużym sukcesem :)


13. Czy mieliście tradycyjne błogosławieństwo, wykupiny, bramy, itp?

Błogosławieństwo od rodziców tak, z wykupin zrezygnowaliśmy, a bramy... zrobili sąsiedzi więc to była już tylko ich inwencja twórcza :)


Tyle pytań z meili i tych,które jeszcze pamiętam. Jakby co,piszcie śmiało niżej, na wszystkie postaram się odpowiedzieć:)



Share
Tweet
Pin
Share
4 komentarzy
Older Posts

Follow Us

  • Twitter
  • Instagram
  • facebook

Facebook

Na biurku Oli

recent posts

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Łączna liczba wyświetleń

O MNIE

  • WSPÓŁPRACA
  • O mnie
  • KONTAKT

Created with by ThemeXpose