Na biurku Oli





A można czegoś nie lubić? W końcu mamy wolne, spotykamy się z rodziną, znajomymi, wspólnie świętujemy i kosztujemy dania, które tak pieczołowicie przygotowywaliśmy.  Święta mają w sobie wszystkie te elementy, które sprawiają, że nie da się ich nie lubić, prawda?

A tam piernik (czy bardziej jajko) prawda...

Pięknie, to jest tylko na obrazkach!




Co roku obiecuję sobie, że tym razem zabiorę  się za przygotowania wcześniej. Wiecie co mam na myśli- te wszystkie porządki, mycie okien "dla Jezusa" i inne sprawy, które zazwyczaj ogarniamy. Nigdy mi nie wychodzi. Nie żebym nie chciała, ale wiecznie pojawiają się inne rzeczy, które na ten moment wydają się ważniejsze. Bo niby trzeba zrobić zakupy- ale o jakich zakupach tu mowa? Dla dwójki osób? Ile z tej okazji można nakupować? Ano niewiele.Może, że wymyślicie sobie rodzinny obiad. Wtedy zazwyczaj kończycie gdzieś w sklepowych półkach. Gorzej, kiedy obiecacie sobie, że w sobotę dacie wszystkim już odpocząć, więc za zakupy bierzecie się wcześnie. Prawie się udało. 
Bo prawie zazwyczaj o czymś się zapomni i prawie zawsze kończysz w kolejce w osiedlowej żabce.



Tego, czego nie lubię w świętach to właśnie tej pogonie. A bo trzeba to, trzeba tamto. Kto powiedział, że trzeba? Czy nie przeżyjesz tych świąt, jeśli myśl będzie zaprzątać ci niewytarta półka? Nie poczujesz magii, jeśli nie wypastujesz całej podłogi i nie upewnisz się, że na oknach nie znajdzie się ani jedna smuga? Otóż nie. Te święta i tak się odbędą. Ok, sama już dawno wrzuciłam na luz, choć przedświąteczne porządki i tak dalej mnie stresują. Bo może jednak jeszcze to przetrę, a to firanki przepiorę, półki w kuchni powycieram... i kończę jak wszyscy. Kiedy w końcu siedzę i wcinam świąteczne wypieki to nie cieszę się z samych świąt, ale z tego upragnionego nicnierobienia.



Czego jeszcze nie lubię? Tego, że mimo wysiłków, nie potrafię poczuć tych świąt tak, jak robię to podczas świąt bożonarodzeniowych, a w końcu to najważniejsze święto w roku! Kto ma podobnie? Wiem jednak co może ten fakt zmienić. Otóż sekret tkwi w tym, by zamiast przy garnkach i szmatkach spędzić ten czas ... w kościele. Poczuć tajemnicę całego Triduum Paschalnego: Przeżyć "niezakończoną" mszę w Wielki Czwartek,  z powagą i skupieniem adorować Najświętszy Sakrament w Wielki Piątek czy ze świecą w ręku przeżyć mszę Wielkosobotnią, która odbywa się bardzo późną porą. W końcu cieszyć się samą Wielkanocą i nie zapomnieć o poniedziałku, w którym polewanie się wodą wcale nie jest najważniejsze. Myślę, że sprawia, iż jesteśmy poczuć magię tych świąt.... bo tak, one również mogą być magiczne i niezapomniane i takich właśnie świąt wam życzę :)





... a świąteczne porządki zawsze się przydają, w końcu jaki inny powód zmotywuje nas do wywrócenia całego domu do góry nogami? Trzymajcie się ciepło!



Share
Tweet
Pin
Share
1 komentarzy


fot. Adrian Jędrkowiak

Spotkaliście się z hasztagiem #myfirst7jobs? Idea polega na tym, by opowiedzieć o swojej drodze do miejsca, w którym obecnie się znajdujemy. Często okazuje się, że obecni menagerowie, dyrektorzy czy inni wysoko postawieni pracownicy zaczynali niegdyś np. od roznoszenia ulotek czy pracy w barze.  Ma to na celu pokazać nam jak ważna jest każda praca jaką wykonujemy, nie ważne czy ta dorywcza czy ta z wysoką pensją- każda z nich to pewne doświadczenie, które odpowiednio wykorzystane, zaprocentuje w przyszłości. Tylko od ciebie zależy co z tym zrobisz, powodzenia! :)


KOMU, KOMU, BO IDĘ DO DOMU!

Swoje pierwsze "prawdziwe" pieniądze zarobiłam jeszcze w czasach liceum, kiedy od czasu do czasu miałam okazję pracować jako hostessa. Nie były to jakieś szczególnie wielkie pieniądze, ale dla ucznia liceum był to dość spory zastrzyk gotówki, za coś w końcu trzeba było móc imprezować :) Zdarzało mi się pracować w sklepie, galeriach czy na stacji paliw. Pamiętam, że w tamtym czasie najwięcej dostawało się za promocje pewnej znanej marki piwa czy słynnego, czarnego napoju gazowanego. Z czasem wymyśliłam sobie, że przecież po szkole czy w weekendy mogłabym dorabiać sobie na kasie w markecie i zaliczyłam nawet szybki kurs kasy fiskalnej, ale gdy poproszono mnie, bym usiadła i uczyła się wszystkiego na dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia, podziękowałam za współpracę i nigdy już nie wróciłam :)

SRAJFONY, TELEFONY I INTERNET BEZPRZEWODOWY

Pamiętam, że zaraz po odebraniu wynik matur, postanowiłam złożyć dokumenty na studia zaoczne i rozpocząć pracę na cały etat. Jakoś tak w tamtym okresie wydawało mi się to bardzo dojrzałe i nie wyobrażałam sobie opcji spędzenia kolejnych lat głównie na nauce i ewentualnych pracach dorywczych. Ale byłam naiwna ;) To jest jedna z tych decyzji, nad którymi pewne jeszcze raz bym się zastanowiła- fakt, zdobyłam przez ten czas masę doświadczenia... ale dajmy sobie żyć- napracujemy się do końca życia! :)
Z tą maturą w ręku wydawało mi się, że generalnie wszystko mogę i cały świat stoi przede mną otworem. Po klasie humanistycznej o nachyleniu prawno-dziennikarskim wymyśliłam sobie pracę w lokalnym portalu internetowym/gazecie. Pracę dostałam, ale nie chciałam się zgodzić na dwumiesięczny BEZPŁATNY okres próbny. Miło się pożegnaliśmy i dzisiaj dziękuję sobie w duchu, że trzymałam się i nadal trzymam się od nich z daleka. Wydrukowałam  więc kilka cv, przespacerowałam się po mieście wchodząc do miejsc, które wydawały mi się interesujące. Poświęciłam na to jeden dzień, rozniosłam jakieś 10 cv, a na drugi dzień dostałam propozycję pracy z trzech miejsc.  Ostatecznie padło na operatora telefonii komórkowej. Dobrze się tutaj odnajdowałam i mimo całej tej chorej otoczki towarzyszącej pracy w tego typu miejscach, byłam to w stanie przetrawić. Było mi o tyle łatwo, że zawsze interesowałam się wszelkimi nowinkami technicznymi, przy okazji lubiłam też rozmawiać z ludźmi, a to jest podstawą pracy każdego konsultanta. Przeżyłam miliony szkoleń, audytów i tajemniczych klientów. I choć dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, to kiedyś pewnej osobie udało się mnie zwabić do tej pracy ponownie. Dzisiaj wiem, że wołami mnie już tutaj nie zaciągną :) To była niezła lekcja i masa różnych doświadczeń, dzięki którym pewnych rzeczy już się w pracy nie boję i wiem jak w konkretnych sytuacjach już się zachować, ale zdecydowanie odradzam ją mniej silnym osobom.

fot. Adrian Jędrkowiak

PANI Z SEKRETARIATU

 Po przygodach jako konsultant, wylądowałam w sekretariacie pewnej szkoły policealnej. Tutaj pracowało mi się bardzo dobrze, mieliśmy dobrą, zgraną ekipę, a wszelkie audyty czy plany sprzedaży wydawały się być mniej strasznie. Zajmowałam się pozyskiwaniem nowych słuchaczy, całą obsługą biura czy tzw. sprawami dydaktycznymi dotyczącymi podstaw programowych czy dzienników. Nie było łatwo, bo byliśmy nową  placówką w mieście, ale siłą rzeczy dawaliśmy radę. Pewnie zostałabym tam dłużej, gdyby nie najlepsze warunki finansowe czy odwieczny problem pracy raz na etacie, raz na umowę zlecenie. To właśnie stąd wyrwała mnie moja przyszła szefowa, i w ten sposób trafiłam z powrotem do sieci komórkowej.


PANI ASYSTENT ZARZĄDU

Taaaak, brzmiało to dumnie, ale pod piękną nazwą kryła się generalnie  praca jako pani "od wszystkiego". Jednego dnia przyjmowałam klientów w biurze, innego dnia wykonywałam do nich telefony, a jeszcze innego wypisywałam 1000 adresów do wysyłki. Nad sobą miałam dwóch przełożonych, każdy z nich był zupełnie inny i każdy wymagał innej "instrukcji obsługi", ale lubiłam tam pracować. Wiedziałam jednak, że to praca na pewien czas i po dwóch latach trafiłam do miejsca, w którym obecnie pracuję.


SPRZEDAWCA MARZEŃ

Z tym kojarzy mi się moja obecna praca, bo jak nazwać wspólne poszukiwania wymarzonych domów i mieszkań. Dla każdego klienta zakup nowego mieszkania to wielkie wydarzenie i każdy ma z nim związane pewne oczekiwania i nadzieje. Nie każdy dom czy mieszkanie na wstępie wygląda tak jak sobie wyobrażaliśmy, czasami wymaga niezłej wyobraźni bo przy małym remoncie nieciekawa oferta okazuje się być strzałem w same sedno. Miło jest mi brać udział w tych poszukiwaniach, a że lubię rozmawiać z ludźmi to sama przyjemność!



A jak wygląda wasza droga do miejsca, w którym obecnie jesteście? Macie zamiar w nim pozostać, czy planujecie rozwijać się dalej? Gdzie widzicie się za parę lat? Jestem ciekawa waszych odpowiedzi :)






Share
Tweet
Pin
Share
4 komentarzy
* Jeśli nie masz ukończonych 18 lat, to najlepiej zamknij tę stronę :)


Wyobraź sobie taką sytuację: zaczyna się nowy, wiosenny, ciepły dzień. Wstajesz z uśmiechem, witasz swojego czworonoga, zaparzasz filiżankę herbaty, przeglądasz wiadomości w gazecie i robisz wszystko to, co generalnie robisz każdego dnia. Dzień jak co dzień, choć wyjątkowo akurat dzisiaj, po wypitej herbacie, bierzesz swojego psa na spacer, by po powrocie skrócić go o głowę, ot taka normalna sytuacja. Uśmiechasz się, bo zjesz dzisiaj świetną zupę, nic dodać, nic ująć!


Okropne? Nienormalne? A niby dlaczego? Mięso jak mięso, jeśli ty go nie zjesz, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że dzisiaj ci go ktoś ukradnie, szkoda, żeby wpierniczył go kto inny. I w sumie tyle, nic szczególnego. Czemu by  nie spróbować?

fakt.pl
Uwielbiam kraje azjatyckie. Uwielbiam ich kolory, dziwne zwyczaje czy charakterystyczne budynki. Jednak jak w każdym kraju, tak tutaj szczególnie roi się od tradycji i przyzwyczajeń, z którymi nie tylko nie mogę się zgodzić, ale powodują we mnie tak silne uczucia nienawiści, że z chęcią wysadziłabym ich tam wszystkich w powietrze. Wśród wszystkich tych bestialskich historii, ta wydaje się być wyjątkowo okrutna- zbliża się bowiem doroczny festiwal psiego mięsa- festiwal Yulin w Chinach, zapoczątkowany w 2009 roku.
Z wiadomych przyczyn chronią go handlarze, restauratorzy, a także wszyscy zwolennicy psiego mięsa, choć tych podobno ubywa. Niby nic niezwykłego- w końcu hipokryzją byłoby zakazać jeść im mięsa, równie dobrze można się oburzać na nasze wszelkie festiwale grillowe, czy pikniki- w końcu świnka też wcześniej żyła!

totallycoolpix.com
polskatimes.pl



www.ibtimes.com

Na okres festiwalu chińskie ulice zamieniają się w ubojnie pozbawione wszelkich  zasad i krzty jakiegokolwiek poszanowania do zwierząt, którym przyjdzie tutaj tragicznie zginąć.  Na targowiska trafiają psy w różnym stanie, młode, stare, chore- wszystko co się choć trochę rusza nadaje się do zjedzenia. Sprzedawcy tłuką zwierzęta na miejscu, czekając aż te same się wykrwawią. Nie bez powodu mówi się, że ulice wręcz ociekają spływającą krwią. Martwe psy wiesza się na hakach, patroszy i obdziera ze skóry. Wszystko na oczach dzieci, w końcu to nic niestosownego.


Rzecz w tym, że nie chodzi w sumie o same mięso (chociaż myślenie o psie jak o mięsie przychodzi mu dosyć ciężko), ale o całą tę otoczkę, która tej fieście towarzyszy. Pyszne, usmażone mięsko, to tylko wynik całej rzeźni, która wcześniej się odbywa.

www.onegreenplanet.org

 Często niedobite zwierzęta umierają gotowane w garnkach. Na miejsce transportowane są w przeładowanych klatkach, nieczęsto związane w nienaturalnych dla nich pozycjach. Psy i koty wykupowane są ze schronisk, częściej zdarza się, że są po prostu porywane z ulicy czy domów, gdzie rodziny traktowały ich jak pupili.  Podczas jednego festiwalu ginie około 10 000 zwierząt. O całej reszcie aż ciężko wspominać, zdjęcia mówią same za siebie (choć wybrałam te najmniej drastyczne).

www.thepetitionsite.com
www.dudemag.it
Czy możemy coś zrobić? Pewnie niewiele, ale czy powinniśmy stać obok i dawać ciche przyzwolenie na to, co się tam dzieje? Możemy dołączyć do akcji organizowanych przez różne organizacje prozwierzęce, które co roku próbują powstrzymać organizację strasznego festiwalu, lub chociaż w jakikolwiek sposób wpłynąć na uczestników i wymusić na nich obowiązek humanitarnego traktowania zwierząt. Tylko, albo aż tyle.

Petycję w tej sprawie możecie podpisać tuta, do czego was gorąco zachęcam:

PETYCJA






Share
Tweet
Pin
Share
1 komentarzy

Dobrze pamiętam czas, kiedy Polska przystępowała do Unii. Chodziłam jeszcze wtedy do szkoły, gdzie wpajano nam wówczas jak piękna i potrzebna jest integracja. Ba, sama w to mocno wierzyłam, zdarzało mi się nawet brać udział we wszelkich szkolnych konkursach organizowanych z tej okazji, a kilka zdarzyło się i wygrać.

Wtedy wszystko było piękne i takie oczywiste. Bo czy to nie był genialny pomysł, żeby zlikwidować granice? Że wszyscy wszystkim będą pomagać i u nas w końcu będzie tak samo fajnie jak zagrabanicą? Jasne, że tak! Naiwnie czekałam więc aż dorosnę i będę mogła podróżować gdzie chcę i kiedy chcę!


Obiecane Eldorado

W końcu się doczekaliśmy. Brak kontroli na przejściach (co jako mieszkanka czeskiego przygranicza doceniam jeszcze bardziej), tanie loty do popularnych europejskich stolic czy w końcu morze znajomych, którzy postanowili wyjechać za lepszym życiem. I ja doczekałam się w końcu pierwszego lotu samolotem i spotkania z tamtejszą kulturą. Na pierwszy rzut poszła Irlandia. Byłam wtedy podekscytowana dosłownie wszystkim. Lotem, nową architekturą,  modą czy miejscowymi tradycjami. Jeszcze bardziej podobało mi się w Anglii. Wszystko wtedy wydawało się inne, lepsze. Wszyscy wtedy zrywali euro i funciaki z drzew i każdy miał poczucie, że tam się udało. Nie raz i nie dwa zastanawiałam się czy nie łatwej i lepiej byłoby po prostu się spakować i dołączyć do zagranicznych znajomych. Nie jedna osoba nam zresztą to proponowała. Z każdym lotem zastanawiałam się nawet co by było, gdybym właśnie leciała z walizką wyszykowaną tylko na jeden lot? Co bym czuła, gdybym zostawiła to wszystko tutaj? No bo kto wtedy widział sens w tym, żeby zostać tu w kraju? Ja tam jakiś sens widziałam: a bo to studia, a to ślub.. zawsze było coś, co wypadałoby dokończyć, zrobić.  Musiały wystarczyć wycieczki i pobyty u rodziny.



Po naszemu, w cale nie znaczy źle 

Kolejne lata mijają, a ja dochodzę do wniosku, że chyba nigdzie nie będzie mi tak dobrze jak u siebie. To, co z początku mnie fascynowało, powoli zaczyna mnie przerażać. To, co kiedyś uważałam za kompleks i nietolerancję polaków, dziś uważam paradoksalnie za ostoję spokoju. Multikulturowość, która była przecież taka ciekawa, dziś zaczyna najzwyczajniej przerażać.
Z początku nic tak bardzo nie drażniło mnie jak słowa znajomych, którzy przy byle okazji potrafili głośno wypomnieć o tym jak bardzo jesteśmy zacofani, a określenie "sto lat za murzynami" powinnam sobie wręcz w ramkę oprawić :) Tyczyło się to praktycznie wszystkich dziedzin życia, od zwykłych zakupów począwszy na organizacji wesela kończąc. Zawsze w takiej sytuacji pozostaje mi się jedynie uśmiechnąć, niekiedy komuś odburknęłam nawet coś w stylu "że jeszcze zobaczymy, czy za tą zacofaną Polską nie zatęskni czasem".


 Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma

Cóż, powiedzieć, że u nas jest idealnie byłoby szaleństwem i głupotą, ale czy którekolwiek z państwa jest idealne? Serio? Jasne, że nie.  Nie jest idealna Anglia, Irlandia, nie są  idealne Niemcy, a nawet Czechy, bo wszędzie tam jest "lepiej niż u nas". I tyczy się to naprawdę wielu kwestii. Idealnie ubrane Angielki spotkasz na ulicach Londynu, ale już w mniejszych miastach czy wioskach trudno będzie znaleźć ci ładną i zadbaną kobietę. Powszechne wynajmowane domy jedni będą uwielbiać (bo przecież w Polsce mieszkali w kurniku), a drugich krew zaleje od wszechobecnej wilgoci czy braku możliwości przemalowania ściany na swój  ulubiony kolor. Spróbuj coś wybudować czy wyremontować w Niemczech, ilość papierkologii przytłoczy cię zanim cokolwiek zaczniesz. Wyjdź w Czechach na zakupy i spróbuj wybrać drogę, w czasie której jesteś w stanie nie spotkać żadnego podejrzanego Cygana. Przykładów można wymieniać bez liku. Wniosek jest jeden, to co kuleje u nas, być może gdzieś indziej funkcjonuje lepiej, ale sporo spraw o dziwo funkcjonuje lepiej w tym naszym małym, zaściółkowym zacofaniu.

W świetle ostatnich wydarzeń  wydaje się, że w jeszcze jednej kwestii zachód oblał egzamin. I trudno tutaj  dyskutować o braku odpowiednich zabezpieczeń, bo jakie by one nie były to i tak nie mają już żadnego znaczenia.  Ilość tak różnych, a w wielu przypadkach bardzo skrajnych przekonań, wierzeń, nie wróży dobrze i nigdy dobrze nie będzie.  Nie da się upilnować każdego, nie ma takiej opcji. A jak widać do tragedii wystarczy jeden. Nie ma też niczego dobrego w muzułmańskich dzielnicach w Anglii, Niemczech czy Francji,a tym bardziej nie ma niczego fajnego we wszechobecnej poprawności politycznej i wmawianiu obywatelom, że życie obok i akceptowanie inności czyni nas lepszym. Nie ma niczego złego w tym, że mamy prawo się czegoś obawiać, z czymś się nie zgadzać!

Nieszczęsna fala, która dzieli

Fala napływających do Europy imigrantów (bo uchodźców to tam była garstka, a im rzeczywiście trzeba pomóc!) wywołała lawinę komentarzy w sieci. Sporo głosów zabrali Polacy zagranicą: "Wstyd mi Polacy! Jesteście zacofani, sto lat za murzynami! " "Jesteście bez serca" "Nigdy wieśniaki nie widzieliście murzyna i boicie się nie wiadomo czego". Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam te wszystkie komentarze jakże światowych Polaków :)
Dochodziły też głosy tych, którzy rzeczywiście żyją blisko tego "problemu" i że takie życie tuż obok w cale nie należy do najmilszych,  w co głęboko im wierzę. Sama miałam okazję być w domu, który z jednej strony sąsiadował z rodowitą Angielką, a z drugiej z jedną z rodzin muzułmańskich, których sporo ostatnio tam zamieszkało. Z jednej strony byliśmy częstowani specjałami z ogródka, pytani o samopoczucie, plany, z drugiej strony (a płoty tam są wyjątkowo niskie) spotkaliśmy się z grobową ciszą i musztrą.  Do południa mama z córką siedziała w ogrodzie spędzając wolny czas na malowaniu dłoni henną, by zaraz po powrocie męża pozawijać się od stóp do głów w burki i tak już siedzieć praktycznie do końca dnia. O ile przy niej jej córka mogła jeszcze do nas podejść i bez słów zacząć coś tam malować w zeszycie, tak przy ojcu nie było mowy o tym, by mogła chociaż spojrzeć w naszą stronę.


Co dalej?

Czy chciałabym kiedyś wyjechać? Pewnie tak, z chęcią wybrałabym się na jakiś krótki, dwu czy trzymiesięczny kontrakt, spacerowała ulicami Londynu, chłonęła tamtejsze kafejki i muzea. Ale ostatecznie wiem, że zawsze będzie mnie ciągnęło do siebie, do kraju. I choć czasy się zmieniają, to czuję powoli w kościach, że ta sama biedna, zacofana Polska w niedługim czasie zyska w oczach cudzoziemców i minie niewiele czasu, gdy nasze przywary narodowe zmienią się powoli w nasze zalety... Powoli i internet zaczyna zmieniać zdanie, bo Polska o dziwo zyskuje na oczach, a wystraszeni mieszkańcy wielkiego świata chcieliby brać przykład z Polski. To nie głos Merkel, nie głos Hollande'a, a głos zwykłych ludzi, których najzwyczajniej wrobiono w idee, w które sami nie wierzą. Głos ludzi, za których zdecydowano i uznano, że tak będzie lepiej, część to też głosy tych, którzy po latach doświadczeń nie są już tacy otwarci jak kiedyś, dziś niejednokrotnie przyznają, że sami się pomylili.

  A ja sama jakoś bardziej doceniam to, gdzie jestem. Czy jesteśmy bezpieczni? Oczywiście, że nie. Jak nie dżihadysta to zawsze znajdzie się jakikolwiek inny wariat, który w imię czegoś tam wysadzi Pałac Kultury, ale nie trudno oprzeć się wrażeniu, że im mniej dziwactwa w naszym kraju, tym lepiej i oby tak póki co zostało.




Share
Tweet
Pin
Share
2 komentarzy


Niewielu rzeczy zazdroszczę innym, ale Amerykanom zdecydowanie zazdroszczę Halloween! Przede wszystkim takiej porządnej, hucznej i efektownej organizacji! Przygotowania trwają już od kilku dni, na ulicach biegają już poprzebierane w różne dziwne ustrojstwa dzieciaki, a kumulacja wszystkich człekopodobnych postaci nastąpi już w najbliższą sobotę. Sama z chęcią wybrałabym się na taką typową, halloweenową imprezę i mam nadzieję, że kiedyś będzie mi to dane ;)

Halloween swe początki czerpie w obchodzonej przez Celtów wigilii Wszystkich Świętych, ci wierzyli bowiem, że w tym dniu, przypadającym zresztą na ostatni dzień ich lata, złe trupy i widma wychodzą ze swych grobowców w poszukiwaniu żywych. Odrażające stroje i maski miały sprawić, by tych zmarłych odstraszyć. Stąd dzisiejszy, charakterystyczny sposób świętowania.

www.interameryka.com

W Polsce tego typu imprezy przybierają powoli na sile, ale wciąż im daleko do tych znanych z scen znanych filmów czy seriali. A że w Stanach mało co robi się z umiarem, to i Halloween robione jest z wielką pompą. Na ulicach mnóstwo dekoracji z dyń, waty, sklepowe półki uginają się pod ciężarem strasznych kostiumów, a pola dyniowe przechodzą prawdziwe oblężenie.

brooklynheightsblog.com

blog.hostelbookers.com
W zabawie biorą udział zarówno starsi, jak i młodsi. Pamiętam, że jako dziecko strasznie chciałam wołać "cukierek albo psikus!" ale wówczas wszyscy pukali się w czoło, a część osób interpretowało to jako pierwsze oznaki opętania :)

Póki co w Stanach dostępne jest już prawie wszystko: począwszy od halloweenowej bielizny na słodyczach kończąc. Im bliżej 31 października tym większe napięcie i szaleństwo, a w samo Halloween świętują praktycznie wszyscy, zarówno pani na poczcie jak i pracownik Starbucks'a. Na ulicach miast odbywają się liczne parady, ale ta zdecydowanie największa i najbardziej efektowna odbywa się na Dolnym Manhattanie w Greenwich Village- organizują ją już od ponad czterdziestu lat!

www.idealista.pt
 
news.travel.aol.com
www.businessinsider.com
gl.globo.tv
 Halloween to nie tylko straszenie i dziwne stroje, ale i jedzenie, duuuuużo jedzenia! W końcu nie może go zabraknąć na żadnej porządnej imprezie. A i tutaj nie można narzekać na brak inspiracji: ucięte paluchy z parówek albo krakersy w formie plastrów? Czemu nie!

Ciasto niczym zwoje mózgowe? Ohydztwo! Ale pewnie pyszne ;)

www.pinterest.com
blog.thecelebrationshoppe.com

imagep.tk

www.mirror.co.uk
www.humorsharing.com
www.bbc.co.uk
www.popsugar.com
favim.com
www.pinterest.com
oddstuffmagazine.com

mommyinthemountains.com
maisiejo.buzznet.com
indulgy.com
www.allyou.com
blissfullydomestic.com
http://halloweenfoodideas.net
 Szacuje się, że Amerykanie wydają rocznie ok. 6 miliardów dolarów! Najwięcej zgarnia oczywiście przemysł cukierniczy czy zabawkarski, a także plantacje dyni.

Halloween w Polsce wzbudza wciąż niemałe kontrowersje, w końcu to "święto" typowo pogańskie, ale osobiście nie widzę nic złego w tym, by spotkać się ze znajomymi i wspólnie świętować. W końcu zdarza się nam przebierać także w innych porach roku, przy okazji imprez tematycznych czy karnawału, a skoro można sobie trochę urozmaicić życie... to dlaczego nie? :)


A jak wy podchodzicie do Halloween? Wybieracie się w tym roku na jakieś imprezy?


Share
Tweet
Pin
Share
No komentarzy


Już dziś rusza kolejny weekend zniżek zorganizowany przez Twój Styl i Grazia. Do niedzieli w wybranych sklepach stacjonarnych i internetowych możecie robić zakupy z nawet 40% rabatem. Jeśli planujecie zakupy, podsuwam wam ściągę na rzeczy, które ja sama bym przygarnęła :) Spis wszystkich sklepów biorących udział w promocji znajdziecie tutaj.

MOHITO  20% 
Tutaj wybrałabym głównie rzeczy do pracy, choć jeansy z naszywkami chętnie widziałabym w swojej szafie :)  Podane niżej ceny nie uwzględniają zniżek.

Jeansy z naszywkami  149,99zł
Płaszcz z wiązaniem 329,99zł
Płaszcz z wiązaniem 199,99zł

Bluza z aplikacją  129,99zł

Sweter Gold Label  199,99zł
Wełniany sweter oversize 179,99zł
Koszula z kopertowym dekoltem 99,99zł

Bluzka zdobiona przy dekolcie 99,99zł
Wełniane rękawiczki 39,99zł

Szal w kratę 49,99zł

Wełniany kapelusz 79,99zł

Torba z odpinanym paskiem 129,99zł
Torebka 99,99zł

Kamizelka 149,90zł
RESERVED 25%

Podobnie jak wyżej, wybrałabym rzeczy do pracy... ale zdecydowanie najbardziej przygarnęłabym wszystkie kapelusze! To zdecydowany hit tej jesieni!

Sweter z domieszką wełny 129,99zł

Sweter z kapturem 149,99zł

Płaszcz z kieszeniami 169,99zł

Sukienka 129,99zł

Sweter z frędzlami 79,99zł

Płaszcz z kieszeniami 249,99zł

Lordsy 59,99zł

Wełniany kapelusz 79,99zł

Wełniany kapelusz 79,99zł

Wełniany kapelusz 79,99zł

Lakierowane pantofle 159,99zł

Botki na obcasie 229,99zł

Torba z frędzlami 89,99zł


Torebka na łańcuszku 119,99zł
Ponczo 149,99zł


SINSAY 20%

Na koniec kupiłabym kilka luźnych, sportowych ubrań na domowe popołudnia czy wypady ze znajomymi. W końcu życie to nie tylko praca :)
Płaszcz 179,99zł
199,99zł
Bluza typu bomber 99,99zł
Sweter 79,99zł
Sweter 79,99zł
Sweter 79,99zł
Sweter 49,99zł
Kombinezon 129,99zł

Sukienka 59,99zł
Jeansowy kombinezon 99,99zł
Czapka 79,99zł
Kapelusz 39,99zł

Rękawiczki 29,99zł
Śniegowce 179,99zł

A jak wyglądałaby wasza lista zakupów?
Share
Tweet
Pin
Share
No komentarzy
Older Posts

Follow Us

  • Twitter
  • Instagram
  • facebook

Facebook

Na biurku Oli

recent posts

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Łączna liczba wyświetleń

O MNIE

  • WSPÓŁPRACA
  • O mnie
  • KONTAKT

Created with by ThemeXpose