Na biurku Oli

W końcu po wielu bólach i ja stałam się szczęśliwą  posiadaczką szczotki Tangle Teezer. Zawsze były inne, ważniejsze wydatki,a sama wizja wydania 50 czy 60zł za plastikową szczotkę, nie za bardzo mnie przekonywała. Ni stad ni zowąd, natrafiłam na promocję w Hebe i tak oto szczotka wylądowała na moim biurku.


Szczerze mówiąc nie spodziewałam się po niej jakichś szczególnych, magicznych i jedynych w swoim rodzaju efektów, aczkolwiek jestem z niej jak najbardziej zadowolona. Dobrze spisuje się zarówno na moich naturalnych jak i doczepianych włosach :) Pozostawia na włosach specyficzny, przyjemny efekt, dobrze sprawdzi się na plączących, nieposłusznych włosach. Jest dosyć delikatna, pozbawiona metalowych kulek, które tak bardzo lubią sobie zahaczać i wyrywać włosy i których tak bardzo w szczotkach nienawidzę i unikam.


Za swoją standardową wersję zapłaciłam 30zł. Nie zdecydowałam się na wersję kompaktową bo niezbyt dobrze leżała w mojej dłoni, choć minimalnie odczuwam teraz brak dodatkowej osłonki, szczególnie kiedy wrzucam szczotkę do torby i nie przejmuję się jej dalszymi losami :) Pozostaje mi zatem trochę bardziej na nią uważać. Dam znać, czy przetrwała próbę czasu.


Póki co lubimy się bardzo, zobaczymy jak szczotka sprawdzi się na dłuższą metę. W przyszłości chciałabym zaopatrzyć się w szczotkę z włosiem z dzika... ale jeszcze mnie na taką nie stać :) Może ktoś ma porównanie?  Jakie są wasze odczucia odnośnie szczotki? Dajcie znać koniecznie! Póki co uciekam i proszę o trzymanie kciuków. Za co napiszę wam następnym razem, o ile nie posikam się ze strachu. Ciao! :)
Share
Tweet
Pin
Share
1 komentarzy
Older Posts

Follow Us

  • Twitter
  • Instagram
  • facebook

Facebook

Na biurku Oli

recent posts

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Łączna liczba wyświetleń

O MNIE

  • WSPÓŁPRACA
  • O mnie
  • KONTAKT

Created with by ThemeXpose