Już się bałam, że ledwo go odkryłam to już będę musiała się z nim pożegnać. Mieli go przecież wycofać. Poczytałam jednak trochę i póki co,zgodnie z tym co przekazuje BOK Biedronki, płyn zostaje. Wprawdzie cieszy się dużą popularnością i nie zawsze znajdziemy go na półce, ale warto szukać.
O płynie dowiedziałam się od Madziorka. Raz polazłam do Bierdony i przyszłam ze złym. Polazłam drugi raz i załapałam się na wersję limitową 400 ml.
Ufff.... w tym samym dniu zaczęłam testy. Nie raz już wspomniałam, że najgorszą katorgą na twarzy jest dla mnie uczucie lepkości i przetłuszczenia. Żywię szczerą nienawiść do wszystkich kosmetyków, które dają taki efekt. Po płynie micelarnym oczekuję uczucia oczyszczenia, usunięcia zbędnego sebum i świeżości, przy tym nie może skóry wysuszać, ani podrażniać. I taki właśnie jest płyn Bebeauty.
Bez zbędnego upiększania dodam, że mając ten płyn możecie spokojnie darować sobie kupowania droższych. Przepłacicie! Ten ma wszystko, co mieć powinien :)
P.S.: Ten sam producent produkuje kosmetyki Tołpy!