Na biurku Oli




Miało być więcej zdjęć, miało być na dworze, wszystko z resztą miało być inaczej. No i nie wyszło. Bo na imprezie, jak to na imprezie bywa, na nic oczywiście nie było czasu. Aparat chwyciłyśmy przypadkiem, a zaraz potem okazało się, że nie znajdziemy żadnego "spokojnego"  kawałka ściany. Na dłuższe poszukiwania nie starczyło czasu. Pstryknęłyśmy dosłownie z pięć fotek i to chyba nasze jedyne okazy bez mistrzów drugiego planu. Na więcej nie było szans ani czasu. Dodam tylko, ze bawiliśmy się na 50 rocznicy ślubu mojej babci i dziadka :) Z racji tego, ze mój ślub dopiero przede mną, mała szansa na to, że sama takiej rocznicy doczekam. Tym bardziej trzeba było korzystać z okazji, a nie robić zdjęcia, hej! :)

A propos ślubu... jutro na blogu wracamy do tematu. Zapraszam! :)





Od razu prostuję. To nie tak, ze zjadłam tonę cukierków, pękła sukienka i boczki chciały wydostać się na wolność. Informuję, że ta sukienka ma takie wycięcia :)



Share
Tweet
Pin
Share
3 komentarzy


W każdym wyjeździe do Anglii czy Irlandii obowiązkowo musiał znaleźć się czas na PRIMARK.  I choć nasi rodacy będą ci wmawiać, ze to sklep do biedoty, to prawdą jest, że każdy tam zaczynał :) Wiadomo jak jest, wyjechałeś zagranicę - pokaż, że stać cię na coś lepszego :) Cóż...  o Primarku można powiedzieć wiele, fakt faktem, że w wielu przypadkach jakoś na kolana nie powala, ale z drugiej strony mi absolutnie to nie przeszkadza.  Wzdycham więc po nocach i niecierpliwię się, kiedy nadarzy się jakaś okazja do wyjazdu.

Tymczasem okazuję się, że ktoś na polskim rynku poczuł "interes". I dobrze. Tym ktosiem jest grupa LPP, która posiada takie marki jak House, Cropp, Mohito, Reserved. Teraz czas na Sinsay. Ma być tanio, ma być modnie- jednym słowem każda młoda dziewczyna ma sobie pozwolić na trochę szaleństw. I tak właśnie jest. W mojej opinii to taki nasz mały, polski Primark.

Choć asortyment jest zdecydowanie skromniejszy, a jakość ubrań i butów jest na tym samym poziomie. Raz trafisz coś lepszego, raz nie. Można kupić coś droższego i na lata, z drugiej strony nie szkoda mi 14,99 za koszulkę, którą ponoszę jedno lato. Za rok może już będzie niemodna :)

Sinsay to teraz takie moje małe przekleństwo ;) Jeśli już do niego wpadnę, to nie wychodzę z pustymi rękoma...no bo aż żal nie kupić ;) Dlatego wchodzę do niego już w ostateczności.

A to moje ostatnie łupy:


 Złote kolie/łańcuchy to zdecydowanie must have tego sezonu. Jeśli można mieć je taniej, to dlaczego nie? :)


 Najbardziej jestem zadowolona z delikatnej, zielonej kurtki z siatkowymi rękawami. Idealna na chłodniejszy, letni wieczór!


Jeśli nie polubiliście jeszcze naszego fanpege'u to zapraszam  tutaj.



Buziaki,
Ola.
Share
Tweet
Pin
Share
7 komentarzy
Older Posts

Follow Us

  • Twitter
  • Instagram
  • facebook

Facebook

Na biurku Oli

recent posts

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Łączna liczba wyświetleń

O MNIE

  • WSPÓŁPRACA
  • O mnie
  • KONTAKT

Created with by ThemeXpose