Na biurku Oli

Ja wiem, że tym postem ściągnę na siebie gromy z nieba. Wiem, że lada moment któryś z członków sekty będzie chciał mnie wyprowadzić z błędu, a jeszcze inny będzie pisać referaty o mojej niewiedzy Ale mam prawo do własnego zdania, a osoby nie umiejące czytać ze zrozumieniem proszone są o wyjście ;)

self.com

Zumba jest wszędzie. Pojawiła się nagle i opanowała wszystkie fitnesscluby.  Marton zumby, wiosna z zumbą, warsztaty zumby.... pewnie choć jeden z twoich znajomych chodzi na zajęcie z zumby. I chwała im za to! Każde forma ruchu jest lepsza od siedzenia i zbijania bąków przed telewizorem. I na tym kończą się zalety. Moje, rzecz jasna.

Trudno nie przejść obok wysypiska zachwytów nad zajęciami zumby, pozytywnych komentarzy na facebookach, blogach, inście.... a że ciekawość prowadzi do piekła, a i mi do niego blisko, postanowiłam się dowiedzieć cóż to za nowa ( w sumie już nie )  moda. Boża opaczność czuwała nade mną i dzięki niej nie poleciałam  w pierwszej kolejności po karnet. Dane mi było zobaczyć zumbę raz.... i przymurowało mnie do ziemi. Serio? To jest to? Lekko zawiedziona, czekałam może na bardziej udaną formę. I zawiodłam się drugi, trzeci i czwarty raz...

Czy tylko ja czuję się jak skacząca, pozbawiona kobiecości małpka? Czy tylko mi pokazy zumby przypominają pokazy plemiennych godów? Może i jest przy tym sporo śmiechu, może faktycznie można się przy tym świetnie bawić..... i ja naprawdę chciałabym to poczuć. Chciałabym! Ale nic z tego, czuję się co najmniej idiotycznie. Nie przepadałam za tańcami towarzyskimi: dziś zwracam im honor! Wypadają o wiele korzystniej od zumby! I żeby nie było, że nie widziałam i nie próbowałam! Ale mnie się ta cała zumba nie podoba. Nie podobają mi się ćwiczące kobiety, a facetów chowaj przede mną Boże, bo mi moje wypali moje ślepia do końca.

Potrafię zrozumieć, że ktoś się w tym odnajduję. Potrafię zrozumieć, że dzięki takiej formie ludzie się ruszają. Ale większość zumbomaniaków nie potrafi zrozumieć, że dla kogoś ta forma zajęć może być śmieszna, dziwna. Taka sytuacja: koleżanka chwali się występem.... i co masz powiedzieć? Sorry Zofio... ale wyglądasz... no wiesz... tak śmiesznie jakoś.. mówiąc delikatnie. I tak wszyscy zachwycamy się, napędzamy jeden drugiego.. bo tak wypada. Mi nic nie wypada. Więc tak drogie Zofie, mnie się to nie podoba.

Cóż... dalej nie znalazłam niczego dla siebie, oprócz sporadycznego biegania. Może czas na rolki? Może basen? Kiedyś to był taniec. Ale to było w czasach, kiedy człowiek  potrafił jeszcze głowę docisnąć do kolan, a zamiast do pracy człowiek chodził na wagary. Teraz wypadałoby się zarazić czymś na nowo.
A wy jaką formę ćwiczeń lubicie najbardziej? Może coś mi polecicie? Tylko błagam... do zumby się już niestety nie przekonam.

Share
Tweet
Pin
Share
14 komentarzy
Older Posts

Follow Us

  • Twitter
  • Instagram
  • facebook

Facebook

Na biurku Oli

recent posts

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Łączna liczba wyświetleń

O MNIE

  • WSPÓŁPRACA
  • O mnie
  • KONTAKT

Created with by ThemeXpose