Na biurku Oli



... lubię robić zdjęcia. Od zawsze lubiłam, choć nie zawsze mam na nie czas, bo gdy przy okazji robi się tysiąc pięćset innych rzeczy, to okazuje się, że doba ma zdecydowanie za mało godzin. Swoje pierwsze zdjęcia robiłam znajomej w ciąży, a naszą szumną sesję fotograficzną uwieczniłyśmy za pomocą 3-pixelowego aparatu. W ten sposób zdjęcia robiłam wszystkim: koleżankom z pracy, członkom rodziny, dzieciakom, czy komukolwiek, kto tylko był na takie zdjęcia chętny.


Pamiętam, że na swoją pierwszą lustrzankę musiałam czekać bardzo długo, a ostatnią ratę spłaciłam tak naprawdę dopiero w tym miesiącu :) Nie da się ukryć- fotografia  to bardzo drogie hobby. Jakby tego było mało, mimo dość wysokiej ceny mój sprzęt tak naprawdę nie może konkurować ze sprzętem przeznaczonym dla profesjonalistów. Co ja mówię, wstyd postawić go tuż obok :) Pełna klatka to póki co jakaś dziwna i odległa kraina, której nie miałam jeszcze okazji trzymać w swoich rękach, ale o której ślinię się na samą myśl! To jednak mnie nie załamuje, bo ciągle jestem jeszcze amatorem i póki jeszcze się uczę ( a jest czego!) to mój egzemplarz zdecydowanie mi wystarczy. Podobno to nie aparat robi zdjęcia... tylko wiecie :)



Zdjęcia robione... kalkulatorem 

Pamiętam, że swoje pierwsze zdjęcia robiłam w automacie, z czasem kiedy denerwował mnie wymuszony błysk, przełączyłam aparat na tryb bez lampy i w takiej opcji fotografowałam bardzo długo. Gdzieś tam próbowałam coś podczytywać o przesłonie, czasie naświetlania.... ale brzmiało to na tyle dziwnie, że postanowiłam sobie nie zaprzątać tym zbytnio głowy. Do czasu.
Wraz z zakupem lustrzanki obiecałam sobie, że to najwyższy czas na konkretniejszą naukę. W końcu nie było wymówek- miałam aparat, który posiadał wszystkie manualne ustawienia. Przestudiowałam więc instrukcję obsługi i zabrałam się do zdjęcia. Moje pierwsze zdjęcie przedstawiało.... ciemność. Dosłownie.

Z czasem jednak ogarnęłam parametry i odkryłam prawdziwe możliwości aparatu. Tym sposobem doznałam olśnienia i zrozumiałam, dlaczego wszyscy, którzy zajmują się fotografią trochę bardziej, odradzają swoim znajomym zakup lustrzanki jako typowego aparatu rodzinnego. Wierzcie mi, że współczesnymi, zgrabnymi kompaktami zdziałacie o wiele więcej, a o ile lżejszy będzie wasz wakacyjny plecak :)




Poziom wyżej 

Gdy doznałam olśnienia z ustawieniami, z czasem zachciało mi się robić zdjęcia w RAW-ach. Gdy w końcu zdecydowałam się na zakup photoshopa i miałam okazję wywołać pierwszego rawa, doznałam drugiego olśnienia. Odtąd nie robię już zdjęć w innym formacie, nawet gdy zabieram aparat na wakacje i wywołanie wszystkich zdjęć zajmie mi sporo czasu :)



O!Love

Dzisiaj jestem mądrzejsza o te kilka rzeczy i w końcu mogę powoli spełniać swoje wizje pochowane gdzieś z tyłu głowy. Częściej robię zdjęcia znajomym, organizuję bezpłatne sesje i szukam nowych okazji- od niedawna mogę też legalnie pobierać za nie opłaty i tym samym zbierać na nowy sprzęt. Mogę też robić zdjęcia tym, którzy chcieli mi za nie zapłacić, ale ze względu na brak prowadzonej działalności nie mogłam ich obsłużyć. Wokół mamy sporo życzliwych ludzi, którzy tylko czekają, żeby zgłosić twoje milionowe zarobki w odpowiednie miejsca- dla paru złotych nie było sensu ryzykować :)  Jeśli jesteście ciekawi w jaki sposób wy możecie legalnie dorobić, to już wkrótce napiszę wam o wszystkim na blogu.


Tymczasem zapraszam was do odwiedzenia mojego drugiego, facebookowego profilu, na którym znajdziecie moje dotychczasowe zdjęcia i te, które już wkrótce się na nim pojawią. Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła też zdradzić wam kilka trików, dzięki którym będziecie mogli robić lepsze zdjęcia- najprościej jak się da. Sama wiem z doświadczenia, że mimo miliona treści w internecie, robienie zdjęć dalej brzmiało jak jakaś czarna magia.



Jeśli jesteście ciekawi moich prac, zapraszam na stronę O!Love.

A co wy robicie "po godzinach"?



Share
Tweet
Pin
Share
No komentarzy


Znacie ten moment, gdy cały długi tydzień czekacie na weekend i czas, który będziecie mogli spędzić z rodziną, a w sobotę dopada was ogólna niemoc i brak jakiegokolwiek pomysłu? Do tego szaruga za oknem, wielkie mrozy i szalejąca grypa. Sama nie mam może zbyt wielkiego doświadczenia, ale kiedy tylko zdarzy mi się pobyć nieco z dziećmi brata to zawsze staram się wymyślić coś, co pozwoli uniknąć rozróby w domu :)


W jednym z takich dni postanowiłam wyciągnąć wszystkich za szybki wypad do czeskiej Ostravy. Dojazd nie jest problem, bo sami mieszkamy bardzo blisko czeskiej granicy i sam przejazd na miejscu zajął nam nie więcej niż pół godziny. Wybór padł na Funpark Žirafa- sporej wielkości halę w której mieści się ogromny plac zabaw wraz z zapleczem dla rodziców ( i takich ciotek jak ja, rzecz jasna).


Miejsce te znałam z opowieści moich znajomych, nigdy jednak nie było okazji, żeby się tam wybrać. Na miejscu dla najmłodszych czeka sporo atrakcji: wszelkiego rodzaju ścianki wspinaczkowe, labirynty, zjeżdżalnie czy automaty do gier. Rodzice mogą przebywać na halli z dziećmi lub odpoczywać przy filiżance kawy.   Dla tych bardziej zmęczonych czekają nawet leżaki :)




 Dzieci mogą bawić się tutaj do do woli.  Przy wstępie otrzymacie opaskę, która pozwala wam na całodniowy pobyt. Dzięki opasce możemy na chwilę wyjść z sali zabaw, udać się na małe zakupy do pobliskiej galerii czy Ikei. Na terenie parku możemy zakupić obiad, choć to typowe fast foodowe propozycje- dzięki opasce możemy jednak zjeść ten obiad gdzieś indziej. Oczywiście będąc w środku nie wpadliśmy na taki pomysł :) Jeśli jednak macie ochotę tylko na kawę i ciastko to zdecydowanie polecam tutejszą "marlenkę"- niebo w gębie!






Całodniowy pobyt w parku to 150 koron w przypadku dzieci i 70 koron dla dorosłych. W weekendy ceny dziecięcego biletu są wyższe- kosztuje 190 koron. Możecie zaoszczędzić zamawiając je wcześniej online, o czym my też oczywiście zapomnieliśmy. Więcej informacji znajdziecie na stronie parku.






 Mimo, ze park skierowany jest głownie do młodszych dzieci, nie brakowało tu również tych już nieco bardziej wyrośniętych :) Nasza 10-latka też świetnie się tu odnajdowała.  Dla nas wszystkich był to fajnie spędzony czas, jeśli macie niedaleko- koniecznie zajrzyjcie! Przy okazji zahaczcie o znajdujący się nieopodal  Landek Park- tam znajdziecie atrakcje także dla tych dużych dzieci :) Naprawdę warto!



Funpark Žirafa, venkovní část
Avion Shopping Park
Rudná 124/3119, Ostrava -Zábřeh, PSČ 700 30

 GPS 
49.8020203N, 18.2279647E

Share
Tweet
Pin
Share
3 komentarzy


Pierwsze hawajskie urodziny zorganizowałam kilka lat temu, udało mi się nawet odszukać ostatnio kilka zdjęć, ale oszczędzę wam tego, bo żadne nie nadawały się do publikacji :) W tym roku postanowiłam zorganizować je na nowo. Kupiłam kilka dodatków, część zrobiłam sama, a jeszcze kilka wykorzystałam z własnego domu. Nie zabrakło elementów liści, miętowo-różowych kolorów i flamingów rzecz jasna! Dzisiaj wracam pomału do życia, a was zapraszam do krótkiej relacji- zobaczcie jak to zrobiłam!



Część rzeczy, takich jak drewniane sztućce czy słomki do napojów to pozostałości z ostatnich imprez. Postanowiłam dokupić różową i miętową "zastawę", które pojawiły się na stole. Tym, którzy obawiają się, że cała impreza  opierała się na cieście i popcornie dodam, że te treściwsze posiłki stały na wyspie obok, która razem z kuchennym bratem pełniła rolę szwedzkiego stołu. 







 Uwielbiam tematyczne imprezy, choć ich przygotowanie zajmuje nieco więcej niż zwykle, choć moi znajomi wiedzą, że sprawia mi to ogromną przyjemność i czuję się jak przysłowiowa ryba w wodzie :) Gdyby tylko przybyło mi nieco więcej wolnych dni i pieniędzy w budżecie, pewnie co rusz organizowałabym kolejne! Ostatnie takie babskie party możecie zobaczyć tutaj.







Białą ramkę wykonałam z bardzo grubego kartonu: wycięłam środek, przemalowałam na odpowiedni kolor i dodałam te same dekoracje, które pojawiły się na stole. Tak wykonana ramka służyła nam do robienia wspólnych zdjęć i selfie :) 




Metalowe wiaderka z Ikei to wprawdzie osłonki dla kwiatów lub pojemniki na różne akcesoria, ale ja nie raz wykorzystałam je jako naczynia- czy to wyłożone papierem służyły za michę dla frytek, czy właśnie tu, kiedy świetnie sprawdziły się na wszelkiego rodzaju słone przekąski. Do tego uroczy, mały talerzyk z ananasem, którego dorwałam ostatnio w primarku.




Lampki we flamingi i ananasy to również zakupy z primarka, bez problemu jednak dostaniecie je w wielu sklepach internetowych czy na allegro. Te na co dzień zdobią pokoje dzieci :)



Share
Tweet
Pin
Share
1 komentarzy
Older Posts

Follow Us

  • Twitter
  • Instagram
  • facebook

Facebook

Na biurku Oli

recent posts

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Łączna liczba wyświetleń

O MNIE

  • WSPÓŁPRACA
  • O mnie
  • KONTAKT

Created with by ThemeXpose